Archiwum dla maj, 2008

powódź

Posted in wiersze tagi , on maj 17, 2008 by Karolina Kiszela

Te wszystkie czwartki, piątki i niedziele
które mówią mi o tobie
przypominają powódź

napojeni, dogłębnie zalani
przez niezależny potok słów
tylko jeden

napełnieni, całkowicie przepełnieni
przez samodzielny strumień świadomości
czyżby dwa?

Poróżnieni
tylko my

upici
w każdy ten dzień
toniemy

pacierz

Posted in wiersze tagi , on maj 16, 2008 by Karolina Kiszela

klęczę przed sobą, jak przed otwartą Księgą
i pragnącymi poznania rękoma
dotykam kształtów rzeczy własnego bycia
następuje przemiana
ze stałości we mgłę
która rozchodzi się po spojeniach ciała z duszą

podjąć się rachunku?
zatrzymać pęd?
zakończyć
mechaniczny oddech poprzedzony słowem
bezwarunkowy odruch obronny
gęstość większa od rzeczywistych form
bez obliczeń

zamykam usta zanim wypowiem
(słowo)

list z dna świata

Posted in wiersze tagi , on maj 2, 2008 by Karolina Kiszela

myślałem, że zbyt bliski byłem słońcu
i nie znałem rzeczywistości własnych rąk

ale teraz, oglądając cię z samego dna świata, ojcze
z podszewki morza
powinienem opowiedzieć o tym
jak zmieniłem opinię o bogach
o tym, że nektar, ambrozja i poezja
to kłamstwo

gdybym mógł wzlecieć na nowo
poszybowałbym wyżej
i wziąłbym cię ze sobą
a co by po nas zostało?
nic, najwyżej podmuch lotu
i wyłuskana z powietrza prawda
co istnieje gdzieś nad nami

promienie padają nie na nas
lecz na nasze młodzieńcze uniesienia
i kończą się nie zaczynając wcale

z niedowierzaniem dotykamy własnych skrzydeł
i brakuje nam nóg by skoczyć
ale wiesz, Dedalu
- one tam są
i jest w twoich rękach ratunek

złącz na nowo pióra
wzbij się

pory dnia

Posted in wiersze tagi , on maj 2, 2008 by Karolina Kiszela

Piotrowi

I
świt

leży
twarzą w stronę słońca
plecami odwrócona do ziemi

oczy poruszone przez światło
rozpoczynają tok budzenia
proces insolacji
drżą czule nasłonecznione źrenice

zamiast witaj mówi
żegnaj
dniu
nigdy się nie zobaczymy

zwilża językiem spierzchnięte usta
pragnienie żąda zaspokojenia

i trzęsą się niecierpliwe dłonie
które chciałyby sięgnąć niczyjego

parzy się herbata

ćmi słońce

II
południe

mając w ustach przeżute słowa
wypluwa
pozbywa się jego z siebie

powoli następuje
zmiana czasu z letniego na zimowy
z ich czasu na jej własny
- chaotyczny

ubywa jej jak świecy przy jego łóżku
coraz mniej
mniej
aż chciałoby się powiedzieć
że niknie
razem ze światłem dziennym

chmurzy się

kończy się eksplozja brzasku

III
zmierzch

obmywa twarz
spłukuje
czyści
z blizn
są jak pieczątki na nie wysłanych listach

lampa zachodzi nad stołem
dopala się znicz

a ona
zapisuje na czystej papeterii
niedokończone zdanie

jakże ja mogłam nie przewidzieć

zgroza, zgroza szepcze

i
oczy ubiera w powieki
a ciało przystraja w sen

za oknem
szepty roztrząsają się w powietrzu
drobinki słów zatapiają w mroku

***

a ja
widzę i szepczę
zgroza, zgroza

i roztrząsa się świat

po burzy

Posted in wiersze on maj 1, 2008 by Karolina Kiszela

Hubertowi

i jest nas dwoje
i znaleźliśmy się gdzieś na dnie miasta
w samym środku burzy

musimy wstrzymywać błyskawice
poruszać grzmoty, uspakajać krzyki
aż ustaną

a potem zbierzemy z chodników rozżarzone
wypalone ślady po nas
używając delikatnych bladych rąk

to jest tak -
łapczywie chwytamy w usta powietrze
pełne siarki
zapach miłości w nocy
który objawia się zaczerwienieniem na naszych twarzach

pamiętamy jak na dnie tego wulkanu
uczyliśmy się jak robić
światło