Archiwum dla konkurs

spotkanie młodych poetów krakowa

Posted in inne tagi , on maj 1, 2008 by Karolina Kiszela

wieczór autorski
zdjęcia + wiersz


nigdy nie byłam dobra z matematyki

przebudzenie. szklanka wody w środku nocy.
błędnie zapisane słowo. nigdy nie umiałam
ortografii. nie pamiętam o skreślaniu pomyłek.
zastępowaniu ich prawdą. nie znam jej.
i nie znam nas. zostawiłam cię na poprzedniej stronie.

czystego. niezmazanego. mógłbyś dalej ciągnąć
moje przekonania za język. gdybyś potrafił
odróżnić wdech myśli od wydechu słów
podnoszonych do potęgi. wtedy
nie równałyby się kłótnią, ale wyniosłyby
jedynie ciebie plus inne sprawy.

przebudzenie. szklanka wody w nocy.
błędnie zapisany wiersz. nigdy nie nauczę się
że wynikiem dodawania stało się odejmowanie.

wielka gala poezji 2008

Posted in inne tagi , on kwiecień 25, 2008 by Karolina Kiszela

Pasja

dla J.

Usta układam w słowa
nakładam jedno na drugie
przesiąknięte nowe znaczenia

od teraz słowo „miłość”
i „ból”
będą oznaczać to samo
chwilowe cierpienia
nad wyraz wyraźnie naznaczone
na ciele twoim, drogi przyjacielu
pisane wytrwale
dla samej idei piękna

nie rozdzielaj słowa „kocham”
od słowa „ciało”
niech ma ten chleb powszedni i wino
napoimy się wieczorem
litery naznaczymy ruchami
dotkniemy
by fakturę poczuć
pobiegniemy za wiatrem
nie dla marności
lecz dla słów niewypowiedzianych

proszę
podaj mi swą dłoń
w złączeniach linii papilarnych
odróżnię nas od reszty świata
splotę w nietrwałe pozycje
całkiem nie fizycznie
będących naszymi statystycznymi zakończeniami

POSŁOWIE DO WIERSZA

przez całe życie
wkładano nam do ust złą układankę
wtrącano w myśli niezdrowe obrazy
zmieniano znaczenie
by widzieć przez mgłę
i nie móc dostrzec
całości tego wyrazu

————————————————————

pielgrzym

miał przyjaciela w każdym skrawku chmury
codziennie stawał boso przed ołtarzem jego słów
spowiadał się cały
od oczu do stóp
padał na kolana
a jego dłonie szukały przedłużenia

zamknij powieki, mówił, zobacz jak rodzi się świat

mój dzień skraca się o każdy ułamek chmury
- tak wznoszą się i upadają marzenia
muszę otwierać szeroko oczy
i myć ręce żeby o niczym nie zapomnieć
śpię z nogami blisko serca
by poczuć w sobie zapach pielgrzyma
podróżującego po własnym domu

moje spadanie to proces równomierny
od naporu powietrza
pęka mi skóra
mój paznokieć ma barwę lilii która wyrosła na jego grobie

spalam się
rozkruszam na milion kawałeczków
a każdy z nich niewarty ciebie
nikt mnie nie poskłada
zostaną tylko łzy

Bóg umiera we mnie tysiąc razy
a ja tylko raz

mój przyjaciel odszedł daleko daleko
by traktować mnie z góry